z Cyklu: una GLINA PALONA
Nasz wóz w eterze dotarł wreszcie do Mławy - do cegielni "Mława".
Jak już wspomniano w poprzednim wejściu w eter, znajduje się ona przy
ul. Cegielni (d. Ogrodowa) i jest przed torami.
Przed wojną była własnością Mendela Borensztejna i jego sukcesorów. Po wojnie był tam zakł. materiałów ściernych "Tysbet" p. Tyskiego. Potem przyszła nacjonalizacja i starła również pana Tyskiego - cegielnia w Mławie stała się Cegielnią "Mława" - mocno rozbudowanym kombinatem do produkcji cegieł.
W czasach nieodległych, naleciała ją dywanowo wolność, na skutek czego rozsypała się w drobny mak. Obecnie stoi pusta i - tak jak w Lewiczynie - chętnie przyjmie kulki od paintbola.
Podczas oględzin stwierdzono następujące stemple:
Pierwszy z inicjałami Borensztejna, 2 pozostałe - późniejsze.
Stwierdzono również, iż Kowal to gej.
(Pewnie każdy z nas zna jakiegoś Kowala, także proszę mieć się na ostrożności!)
A oto pozostałość inwentaryzacji spostrzeżeń. Vłala!
sobota, 16 października 2010
Okolice Woli > Cegielnia Lewicka
z Cyklu: una GLINA PALONA
Wracamy na antenę, w piękno podmławskich okoliczności, gdzie tuż obok - za torami - stoi cegielnia pana Stanisława Mielczyńskiego.
Niestety, nie udało się nam porozmawiać z panem Mielczyńskim, ponieważ wciąż i od dawna nie żyje. Sypniemy tylko niewielką garścią, którą udało się pozbierać tu i ówdzie.
Zakład powstał "jeszcze za cara", we wsi o nazwie Wólka Stara a skończył produkcję wiele lat po wojnie w miejscu, któremu władza ludowa awansowała nazwę na Cegielnia Lewicka. (Poza tem, w konkursie nazewnictwa startowały jeszcze pobliskie Lipiny oraz Parcele Łomskie - Łomińskie, jak mówiono dawniej). Obecnie, budynki cegielni są w stanie postępującego rozkładu. Chętnie przyjmą paintbolistów.
Stemplowanych cegieł nie stwierdzono.
Wracamy na antenę, w piękno podmławskich okoliczności, gdzie tuż obok - za torami - stoi cegielnia pana Stanisława Mielczyńskiego.
Niestety, nie udało się nam porozmawiać z panem Mielczyńskim, ponieważ wciąż i od dawna nie żyje. Sypniemy tylko niewielką garścią, którą udało się pozbierać tu i ówdzie.
Zakład powstał "jeszcze za cara", we wsi o nazwie Wólka Stara a skończył produkcję wiele lat po wojnie w miejscu, któremu władza ludowa awansowała nazwę na Cegielnia Lewicka. (Poza tem, w konkursie nazewnictwa startowały jeszcze pobliskie Lipiny oraz Parcele Łomskie - Łomińskie, jak mówiono dawniej). Obecnie, budynki cegielni są w stanie postępującego rozkładu. Chętnie przyjmą paintbolistów.
Stemplowanych cegieł nie stwierdzono.
Cegielnia była, ale zlikwidowana ją w l. dwudziestych. Uniszki-Ceg. były wtedy Budami Uniszkowskimi (także miejscowa żaba mogła tego nie pamiętać).
czwartek, 14 października 2010
Salon jesienny
W zeszły piątek, na znanym i rozchwytywanym śmietniku przy ul. Płockiej odbyła się jesienna edycja "Trashartu", cyklicznej imprezy prezentującej nowe trądy w sztuce oraz lokalnych artystów.
Sztuka trwała dzielnie przez cały dzień, dopiero pod wieczór rozeszła się między ludzi.
Oto kilka migawek z wydarznia, chwyconych pod wpływem silnej dawki ultrafioletu.
Uala!
Etykiety:
higiena,
kroniki podwórkowe,
malarstwo sztalugowe
Żuk
scyclu: Przygoda z Przyrodą
Od kilku dni można podziwić żuczka w szkarłatnym upierzeniu, prawdziwego żelaźniaka, który uwił sobie gniazdko przy warzywniaku róg Górczewska/Płocka.
Żuczek charakter ma dobry, pomnikowo-transportowy, lubi kartofle
i jabłka, w ogóle nie jest płochliwy i wyglada na to, że zostanie tutaj na dłużej.
Na Wolę przybył spod Ostrołęki, ze wsi Kunin - nie mylić z wielkopolskim Koninem! - gdzie pełnił funkcje gaszące.
(Lub nieniebawem lub nie padnie w ogóle. Po prostu, takie jest życie..)
Od kilku dni można podziwić żuczka w szkarłatnym upierzeniu, prawdziwego żelaźniaka, który uwił sobie gniazdko przy warzywniaku róg Górczewska/Płocka.
Żuczek charakter ma dobry, pomnikowo-transportowy, lubi kartofle
i jabłka, w ogóle nie jest płochliwy i wyglada na to, że zostanie tutaj na dłużej.
Na Wolę przybył spod Ostrołęki, ze wsi Kunin - nie mylić z wielkopolskim Koninem! - gdzie pełnił funkcje gaszące.
Trwają prace nad studium zagospodarowania żuka w celach hotrodczych.
O jego wynikach kapnie tutaj niebawem informacja.
(Lub nieniebawem lub nie padnie w ogóle. Po prostu, takie jest życie..)
wtorek, 5 października 2010
Mur papilarny
Mur Cmentarza Żydowskiego na ul. Okopowej w swej południowej części
(od Anielewicza) jest ostemplowany odciskami palców.

Czasami zdarza się spotkanie z cegłą, na której przypadkowo (lub celowo) jakiś zaprzeszły ceglarz uwiecznił swoje zaprzeszłe palce. Tutaj trudno mówić o przypadku, bo niemalże wszystkie cegły - i to na całej długości południowgo muru - mają takie pamiątki.Wrażenie jest dramatyczne, potęgowane dodatkowo przez charakter tego miejsca. Spacer wzdłuż muru jest jak sekwencja z mocno niewesołego filmu, którego pojedyńcze klatki stanowią ludzie zapamiętani w cegłach.
Pan w jarmułce, pracujący w chatce wewnątrz murów, zapytany o te odciski, w ogóle nie wiedział o ich istnieniu. Nie wiedział też nic o datowaniu muru po tej stronie cmentarza, sądził, że od XIX wieku nie było żadnych modyfikacji muru (poza naprawami wojennych uszkodzeń).
Poszukiwanie znaczenia tych "ornamentów" w domach publicznych
też nie przyniosło rezultatów. Okazuje się, że na temat historii cmentarza
na Okopowej nie ma żadnego solidnego opracowania. Jest tylko kilka broszurek inwentaryzacyjno-turystycznych (opisujących groby najbardziej zacnych Żydów).
Polecam zwiedzenie oczami tej części muru i stworznie własnej wersji filmu lub poszukanie odpowiedzi na temat pochodzenia tych odcisków.
A dla leniwych lub zajętych innymi filmami wyświetlę za chwilę kilka przeźroczy.
Uwaga! Oto Voila!
Subskrybuj:
Posty (Atom)























