piątek, 1 października 2010

Okolice Woli > żaba

  scyclu:  Przygoda z Przyrodą      

Żaba ogromna, nadrożna, większa o wiele rzędów wielkości. Ropuchowata, cesarska, niewzruszona, z krostami.


Przygoda odbyła się pod Mławą, w miejscu o bardzo obiecującej nazwie Uniszki-Cegielnia.
Zatrzymaliśmy się na krzyżówce, bo żaba tarasowała całą drogę, poza tym chcieliśmy spytać o cegielnię.

- Dzień dobry, gdzie tu jest cegielnia?
- To jest cegielnia.
- Tak, ale, w którym miejscu?
- No tutaj. Jesteście w cegielni - w Uniszkach.


- Czyli tu w ogóle nie ma cegielni? To po co ta nazwa?
- A bo ja wiem? 
- I tam, gdzie pani właśnie idzie, na pewno nie ma cegielni?
- Nie ma.


- A tam, jak skręcimy w lewo, co jest?
- Ubojnia drobiu.

- ... To może w pobliżu jest jakaś cegielnia?
- Jest w Mławie.
- Super! W którym miejscu?
- Na cegielni.
- ...?
- Ulica tak się nazywa: Cegielnia. Mogę wam narysować mapę.


- Dziękujemy, już mamy mapę. Dziękujemy za pomoc! Wszystkiego dobrego!
- Nawzajem.

***
Żaba oddaliła się mozolnie w swoją stronę, zaś my - naszym wozem transmisyjnym - w kierunku Mławy.
I to stamtąd właśnie nadejdą najbliższe transmisje w temacie cegieł. 
Stej szarp! 


czwartek, 23 września 2010

Rozmiarówka c.d.


Na początek szkoły ukazał się ukazał się plakat reklamujący akcję o nadużywaniu żywienia przez dzieciaczki. Plakat pokazuje uśmiechniętego śmiecia (zapewne punkowca) - dilującego frytkami i kanapkami wśród dzieci z klas 1 - 3.

Projekt - w starej i sprawdzonej estetyce klipartu - podpisał znany i lubiany grafik A. Pągowski ©.
Nie będę się dalej wywodził, rozwodził, bo znowu ktoś poczuje się dotknięty. A nie chcę nikogo dotykać, bo to niehigieniczne.

Zresztą istotą nie jest tutaj samo dzieło, lecz podpis autora. 
Panie, Panowie i Krabiki, pragnę poinformować, iż długość podpisa A. Pągowskiego © osiągnęła oszałamiający rozmiar 53 cm! Tym samym, omawiany uprzednio, Tomasz Miś został wyprzedzony ciupasem aż o 18 cm!

Takę różnicę będzie nizwykle trudno odrobić nie tylko Misiowi, lecz także większości plakacistów młodego pokolenia. 

W każdym razie sytuacja wygląda teraz bardzo ciekawie.. Być może, pojawi się nowy rozgrywający, który pobije rekord - startującego zawsze z pull position - A. Pągowskiego lub Tomasz Miś popracuje trochę nad techniką i ponownie przejmie pałeczkę lidera?


Na mieście, pojawił się co prawda nowy podpis: "projekt: Tadeusz Kazubek"
(na plakacie łudząco podnym do ostatnich clipartów A.P.©), ale już bez mierzenia widać, iż jego długość zostaje daleko poza czołówką.

środa, 22 września 2010

Mur


Niestety znika kolejny odcinek powązkowskiego muru od strony
ul. Ostroroga w swojej oryginalnej - mocno naznaczonej historią - postaci. Zaraza fejsliftingu posuwa się żabimi skokami od północy, od Tatarskiej. Najpierw zachlapano szarym tynkiem mur na wspomnianej ulicy, potem zamurowano nowymi cegłami fragment muru do VI bramy. W zeszłym roku nastąpił skok dalej na południe (na szczęście odbyło się bez nowych, błyszczących cegieł), teraz ulepszany jest sąsiedni odcinek.
O ile poprzednio prace odbywały się w miarę przejrzyście to obecnie wygląda to jakby założono tu obóz warowny lub szczelnie opłotowaną prywatną plażę. Poza tym nie ma żadnej tablicy informacyjnej a próba nawiązania kontaktu z kierownikiem robót spełzła na niczym - to jakby próbować konwersować z rybą.
Strasznie mroczny człowiek i równie mroczna ekipa. Zachowywali się
i wyglądali tak, jakby większość czasu spędzili śpiąc w trumnach po drugiej stronie muru.

W każdym razie, to już się dzieje i się nie cofnie. Nikt nie zatrzyma wampirzej ekipy a stary warszawski mur - i to w miejscu wyjątkowego znaczenia - będzie już tylko wspomnieniem.

Kolejny przejaw ucisku bezrozumnych nad warszawską mniejszością.

Wyświetlę teraz kilka slajdów z zeszłorocznego murowania.
Proszę o absolutną ciszę, aby rzutnik mógł popracować bez zakłóceń.
Włala!



Obecny remont zatrzymał się tuż przed Henrykiem Świderkiem, którego nazwisko widnieje na jednej z cegieł.
Do niedawna, myślałem, że to stempel cegielni (w dodatku źle odczytując nazwisko), ale traz - po dokładnym popatrzeniu - okazało się, iż to właśnie rzeczony Świderek Henryk i że prawdobodobnie to nie jest stempel, lecz bardzo staranny ryt w cegle (można powiedzieć, że jest zawodowo wygrawerowany).
Dodatkowo pod nazwiskiem widnieje data: dwie dwójki.. (potem n.czyt.) 194.. (n.cz.).

Może pan Świderek leży tu - pod cmentarnym murem? a wraz z nim pochowana jest jego tragicznie zakończona historia?
A może to po prostu pamiątkowy wpis jakiegoś żołnierza lub oldskulowego huligana? Kto wie... W każdym razie, gdy zaraza posunie się dalej na południe, pamięć o Henryku Świderku zniknie na zawsze.

Może w takim razie pozdrówmy teraz wszyscy Swiderka, okej? Powiedzmy: "Pozdrawiam Heńka! Siema Świderek! Jak ci tam w obłokach?".


Pani z okna


z podtytułem: okolice Woli > Pruszków ]

Ta pani mieszka sama w stuletniej kamienicy pod wezwaniem "uwaga, zakaz użytkowania budynku, zagrożenie bezpieczeństwa". Od pruszkowskich władz nie dostała nic w zamian, więc w nim została.
Nie ma mediów - gazu, prądu.. Np. nie może sobie popatrzeć w telewizor
i potańczyć z gwiazdami,  pozgadywać jaka to melodia lub powiedzieć kocham cię Polsko.

Akcja rozgrywa się w samym centrum Pruszkowa: róg Kościelnej
i Potulickich.
Myślała, że jesteśmy z telewizji, więc prosiła o pomoc.
Nie bylismy z telewizji, więc poszliśmy sobie dalej.


Okolice Woli > Mochty

  z Cyklu:  una GLINA PALONA     

Rozpalmy piece! pomówmy o cegłach!
Skąd się tutaj wzięły, po co przybyły, gdzie można się z nimi zobaczyć i jak je przyrządzać - te i inne bardzo interesujące zagadnienia będą ruszane w porozmawianiu o cegłach.

W dzisiejszym odcinku omówimy cegieł proces stwórczy na przykładzie cegielni w Mochtach k/Zakroczymia.



Tak więc, do stworzenia cegły, będziemy potrzebowali glinę oraz cegielnię.

I to na razie tyle o tworzeniu cegieł w tym wejściu antenowym. Ciąg dalszy nastąpi w kolejnej antenie. (Dla niecierpliwych polecamy osiągnąć wiedzę w Wikipedii: -1-  -2-  -3-).


O cegielni w Mochtach informacji można znaleźć prawie nic. Wiadomo tylko, że musiała już działać pod koniec XIX wieku, bo była jedną z cegielni dostarczającej budulec przy rozbudowie Twierdzy Modlin (niezależnie od dostawcy, cegły były stemplowane jednym skrótem K.K.Z. - "cegielnia twierdzy" ("крепости кирпичный завод").

Ustami byłych pracowników cegielni można także usłyszeć, iż jej przedwojennym właścicielem był Żyd lub Niemiec (panowie nie mogli dojść do porozumienia w tym temacie) oraz - co w sumie dosyć oczywiste - że ich cegielnia produkowała najlepsze cegły w caaałej Polsce (ponoć tajemnica tkwiła w lux-jakości gliny wydobywanej z pobliskiego wyrobiska).

Wiadomo również, że Mochty znacjonalizowano na podstawie ustawy o sprawiedliwości dziejowej z 3 stycznia 1946 roku, zaś 3 lata później państwo zabrało ją na amen (dziejowa sprawiedliwość dosięgła wtedy prawie wszystkie cegielnie, którym udało się przetrwać wojnę).

Gdy zakręcił się okrągły stoliczek i sprawiedliwość dziejowa odwróciła się o 180 stopni, dla cegielni zaczął się okres powolnego upadku. Została zamknięta w połowie lat 90-tych. Teraz jest już ruiną.

Zapraszam serdecznie na kilka mówiących przeźroczy, które opowiedzą o jej stanie obecnym.
Łalaaa!

Budynki widoczne w tle przeznaczone były dla robotników cegielni.
Maszynownia.
Kominek.
Piekło.

ZdjęcieZdjęcieZdjęcie[naduś myszką, by spojrzeć w pozostałą prawdę]

  Informacje praktyczne oraz historia  

Cegielnia Mochty znajduje się we wsi Mochty-Smok i można do niej dotrzeć podobnie jak do Henrysina, tylko należy pojechać trochę dalej, potem skręcić w dół a na końcu w prawo.
Do końca nie wiadomo skąd się wzięła jej nazwa. Etymologicznie można spekulować, iż słowo mochty wywodzi z prasłowiańskiego "chmoktania", czyli zwyczaju cmokania przez słowian męskich na słowiańskie panny w celach przedwstępnych.
Istnieje także druga spekulacja, która przenosząc nas w czasy schyłku średniowiecza mówi, iż Mochty pochodzą od okrzyku, który wydał jeden z książąt mazowieckich (przejazdem) w reakcji na ogromną zawziętość tutejszych komarów. - Och, ty w mordę! przegryzało się i wygładzało przez następne stulecia, aż do swojej ostatecznej, współczesnej formy.
Nic niestety nie wiadomo, skąd wziął się ów smok w drugim członie nazwy, ale zapewne musi chodzić o jakąś kolejną niemądrą legendę o smokach (a jak wiadomo, smoki nie istniały na Mazowszu, bo gustowały wyłącznie w pożeraniu krakusów).

Chcącym zgłębić się w powyższe spekulacje jeszcze niżej, można polecić ten tekst, napisany z dużą werwą i polotem a rozwiercający wszystkie aspekty mochtowatych tajemnic.

* słów było znacznie więcej, lecz niestety już tylko łaciną.



wtorek, 21 września 2010

Okolice Woli > Fort iks (Henrysin)


Dość przypadkowe trafienie, przy okazji pobliskiej cegielni i grzybów. Zachęcająca była przydrożna tabliczka kierująca do fortu z modnym symbolem "X" w nazwie.

Jak wiadomo, grzyb najlepiej rozwija się w wilgotnych, chłodnych, zaniedbanych pomieszczeniach a w opuszczonych fortach w szczególności (liczyliśmy co najmniej na pieczarki).
Proszę więc sobie wyobrazić nasze gigantyczne rozczarowanie, gdy znaleźliśmy się na równie gigantycznym terenie, zadbanym, schludnym, trawka równo przystrzyżona, wszystko równo poukładane,  z gustownym domkiem przy podjeździe do fortu. Można by pomyśleć, że rzuciło nas w Wielkopolskie, gdyby nie świadomość, że jesteśmy w centrum Kongresówki..

Żadnej tabliczki, żadnego zakazu, że to teren prywatny i wejście jest równoznaczne z karą śmierci...
Były za to psy, całe stado ogromnych, wściekłych jak osy siedmiometrowych pitbuli, ze 40 sztuk co najmniej.. i to one, z nieukrywaną przyjemnością, oprowadziły nas po terenie fortu nr X.



Miejsce jest arkadyjskie, wyjątkowe! Pomimo dominującego wokół betonu militarnej przeszłości emanuje tak pozytywną energią, że właściciele tego miejsca mogliby nią spokojnie doenergetyzować pobliską Warszawę (jakimś kablem podziemnem, rurociągiem, etc..). Spędziliśmy tam kilka godzin przez nikogo nie niepokojeni, ze stadem wściekłych psów w charakterze przewodników. 
Patrzyliśmy w górę i pod spodem, widzieliśmy podziemne konie mieszkające w domku na armatę, bażanta na drzewie (którą bardzo chciał zjeść jeden z psów, obszczekiwał ją dopóki się nie zziajał, czyli dość długo), widzieliśmy też pająka namawiającego do zerwania z nikotyną, pod siarczystym hasłem "Rauchen Verboten".

Spotkaliśmy również torbę maślaków, mnóstwo kani oraz - wracając do pojazdu - właścicieli Fortu X, ludzi niezwykle niezwykłych.

Z Wielkopolski.

 Informacje praktyczne 

Fort X znajduje się w strefie X , w pobliżu Zakroczymia. Dojechać można tam łatwo i prędko szosą na Gdańsk, zbaczając z niej w lewo w stronę Płocka. Zwiedzanie fortu nie powinno nastręczać większych trudności, pod warunkiem, że przeszło się kurs rozbrajania min pułapek (tip: Uwaga na kanie, maślaki są spoko) i posiada umiejętność rozmowy z czterdziestoma rozwścieczonymi psami równocześnie (tak naprawdę, to właściciele zdradzili nam, iż psów jest na terenie znacznie więcej - około sześciu tysięcy. My ich nie widzieliśmy, ale one nas owszem. Podobno dyskretnie obserwowały nas z czubków drzew).

poniedziałek, 20 września 2010

35. gtwb (o lubieniu)

Co lubię w moim mieście? Zależy, w którym moim? - w tym, w którym mieszkam, czy w tym, które lubię.
Bo w tym, w którym mieszkam lubię gołębie.
Od pewnego czasu przeprowadzam nad nimi drobiazgowe eksperymenty parapetowe.



I jeszcze paru bonusowych gołębi uchwyconych w trakcie ostatnich obserwacji.


Nalot na parapet po dawkę "szczęśliwej papugi" (hapipapugi, jak mówi Aniołek; 1,30 zł w Tesco), potrawy zdecydowanie preferowanej przez obiekty poddawane eksperymentom.

W trakcie konsumpcji. (Proszę zwrócić uwagę na obiekt w dalszym planie, wycofanym na z góry upatrzone pozycje).

To parapetowy gangsta, skrajnie nietolerancyjny wobec współkonsumentów. 
Niestety, nie mogę sobie teraz przypomnieć jego ksywki (ma ją wytatuowaną na karku).

Jeden z obiektów sugeruje, że już nadszedł czas na eksperymenty, bo inaczej zaraz padnie z niedożywienia. Na szczęście, szyba w gabinecie doświadczalnym zazwyczaj jest na tyle brudna, iż mogę udawać, że nie zauważyłem tego typu sugestii.

Rudolf. Podwórkowy odmieniec (w tym roku pojawiło się zadziwiająco dużo rudawej młodzieży)

Batman.


sobota, 18 września 2010

Finał niezwykle długiej apokalipsy


Kilka dni temu zakończyła się apokalipsa nr 2012 na serku wolskim. Upłynęla pod hasłem: "zabawa, horror, wiedza". Bawiła, przerażała i uczyła przez całe lato przerażającymi dekoracjami z krepiny, przeraźliwymi potworami z masy papierowej, anonsem na desce o obecności "żywych robali i glizd" i straszliwą karuzelą, zbudowaną chyba w czasach świeżo po wynalezieniu koła.
Wróciła przerażać swoich rodaków na Ukrainie, bo tutejszym mieszkańcom pojęcie apokalipsa nie przypadło raczej do gustu.

Ale jak przy każdej apokalipsie także i tutaj były inspirujące fragmenty.
Niech zatem przemówi projekcja!
Konwicki! Szopen! Muzyka! Slajdy! Wuaalaa!

ZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcie
(kliknij, aby się przerazić)