poniedziałek, 2 stycznia 2012

Wejście rzezi


Reklamówka noworoczna, rodem z piekła agorowego AMSu. Adekwatna do dzielnicy. Z całą pewnością ta płachta sfinansuje remont Żelaznej 66.
Dziękujemy ci urzędzie dzielnicy! Dziękujemy Agoro S. A.!

Polańskiemu dziękujemy za (niezamierzone) poszerzenie znaczenia "genial-
nej komedii".

8 komentarze:

  1. Każdy ma taką komedię, na jaką zasłużył. Taką ma właśnie "genialny" Polański. Wyciąganie łap po środki płatnicze niczego się nie pyta i przed niczym nie ma względu. Jest na to słowo - prostytucja.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ale Polański genialnym filmowcem był (do "Tess", potem długodługo nic, ostatnio "Pianista"); nie do końca odebrałem, kto się tutaj wg. Ducha spuszcza za pieniądze, zresztą dodałem teraz nawias w ostatnim zdaniu.

    Bo jeśli chodziło o Agorę & urząd, to raczej nie prostytucja, a stręczycielstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pianista zdruzgotał. Zdaje się, że ze swoją obrazowością celował w efekty skali portfela przeciętnego członka wielkich zbiorowości.

    Twórcy sztuki używają afiszu by informować kto i kiedy (polecam miłą wystawkę archiwaliów w Filharmonii Narodowej, pewnie też spotykane w teatrach), krzyczenie, czyli smarowanie kamienic, jakoś mi się tak skojarzyło, a poszerzenia desygnatu pojęcia prostytucji jako pierwszy na masową skalę użył współczesny polski filozof Janusz świński ryj Palikot. Nie chwytam zbytnio jego twórczości, lecz ta metodologia jakoś do mnie przemawia.

    Chodzi o robienie brzydkich i mało pożytecznych rzeczy za pieniądze. Ta reklama w dodatku posługuje się łgarstwem.

    Ludwik Van, pomimo stetryczenia pisał miażdżące kwartety - bez AMSu, bez afiszu, do szuflady; nasz ciężko schorowany Szopen u kresu napisał GENIALNE walce i mazurki, wydane chyba już po śmierci. Wielu trzymało fason, nie było przeproś, na najwyższych obrotach do końca, często o suchym pysku. O wielu nawet nikt nie napisał, że byli genialni - np. Paderewski, który swój jeden geniusz - kompozytorski - stłamsił innym - wykonawstwem. A nasz bohater ma kontrakcik, ma udziały i poniekąd to dziadostwo markuje. Jeżeli czuje się stręczony - służę paragrafem:)

    Pozdrowienia dla Redakcji i podzięka za nowe, jakże pasjonujące treści! Ukłony

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, efekty były nazbyt zbyteczne (szczególnie ta diorama spalonego miasta po wyjściu planisty z kryjówki), ale mi się b. podobał za warszawskość.

    Cieszę się, że sz. GzD wychwycił łgarstwo w reklamie zasłaniającej piękną symfonię cegieł na Żelaznej 66. Podejrzewam, że to dzieło agorowego działu promocji, bo oni mają zadęcie na piętnowanie reklam śladem osobistej egzaltacji. I tak dobrze, że przy ich lekkości pióra, nie wymyślili czegoś w stylu "bardzo śmieszna komedia".
    Zresztą zauważyłem, że w innych reklamach egzaltowana "genialność" się już nie pojawia.

    Ukłony odwzajemniamy, dodając, iż na paragrafy dla Zducha zawsze się znajdzie miejsce. Paragrafy są seksi. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorzucę jeszcze scenkę - parafrazę miłoszowskiej karuzeli, przedstawiającą stragany za murem uginające się pod apetycznymi owocami, warzywami, mięsem - napełniła mnie ona niesmakiem. Ponadto ten infantyzlizm - koleżko symulujący grę na pianinie - nie jestem pewien czy w sytuacji maksymalnego zaszczucia i pustego żołądka odczuwa się klimat na tego typu błazeństwa. Gdy zobaczyłem dobrego Niemca pod koniec, umarłem.

    Moje rozrzewnienie bierze się z (prze/wy)czulenia na amerykański brak wyczulenia lokalnej specyfiki i równanie w dół do swego poziomu. Jak robi się filmy bez fajerwerków (jak np. wyrzucanie z okien u Polańskiego) lecz przesycone realizmem mogliśmy doświadczyć chociażby w ten łikend - tv zaserwowała Pożegnanie z Marią, no ale Roman P. to nie Borowski. Jak przedstawia się ciężki klimat z empatią i klimatem a nie drastykiem, pokazano chociażby w Matce Królów (polecam! jakoś zapomniany w natłoku Wajdy i wielkich ekranizacji).

    Uhh, więc zamiast paragrafów zaserwowano osobiste wynurzenia:) Więc coś na temat:

    Publikowana tu korespondencja z Redakcją jest bacznie obserwowana przez zainteresowanych. Bowiem na mojej przedmiejskiej zonie pojawiła się wersja rzeźnickiego plakatu bez dopisku "genialna". Ot siła mediów - gratuluję Redakcji tak skutecznego nacisku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Karuzela owocowo-warzywna była jednak historycznym faktem, a Planista był filmem zaplanowanym pod żydowskiego bohatera, co więcej, ten bohater — Szpilan — to przeżył i opisał. Gdyby to był film o chrześcijanach, zapewne stragany uginałyby sie od "rozpylaczy" i "filipinek". Ale to już musiałby być i inny film, i inna historia.

    Wszyscy wiedzą, jakie są realia. Spłastugi i jankesyzacji się nie przeskoczy, jeśli chce się zrobić film, który ma się wychylić z zaścianka opowiedzieć planecie o polskiej historii. Wiadomo, ze to syf (i dlatego nasze kino historyczne jest jakie jest).
    Poza tym, zawsze jak się będzie na dzień dobry celować w Oskara to fajerwerki lecą z dobrodziejstwem inwentarza.

    Z drugiej strony, właśnie teraz na tapecie jest film przeszłościowy i (ponoć) ekstremalnie minimalistyczny, (ponoć) same bebechy i autentyzm ("Matka Królów" po prostu! ;-)
    Mowa o "W ciemności" Holland. Nie widziałem, ale słyszałem już opinię świeżowidzących — mądrych i świadomych kina, że to holiłódzki bzdet!
    Że tam, gdzie trzeba się bać, to się boisz, gdzie trzeba płakać — płaczesz, odpowiednio: śmiać się, grzebać w nosie, mówić "och!" itepe..

    Jeśli te opinie się potwierdza organoleptycznie, to faktycznie już nie ma szans na dobre kino polsko-żydowskie.
    No, ale to tylko opinie zasłyszane. Może nie jest tak źle.

    Pomimo wielkiej estymy dla Ducha, niestety w ocenie filmów się nie spotkamy :( Planisty będę bronił zaciekle, zaś Matka Królów nie była dobrym filmem. Wyskoczyła tylko w dobrym czasokresie. Moim zdaniem, już to chyba mówiłem w którymś z komentarzy, polskie kino skończyło się około roku 1975. No, może kilka filmów przedarło się jeszcze z rozpędu w początek lat 80-ych (np. "Konopielka" Leszczyńskiego), ale to co było później to wykastrowana katastrofa z wyjątkami (np. niedawny "Rewers"). Globalnie: kicha i "bul".

    W ogóle, to bardzo irytujący temat i już nie będę się rozwijał, bo przekroczę dopuszczalny w komentarzach limit znaków.

    No bo dajmy na to, na przykład taki Wajda... : )

    -------

    Dziękuję, ale sz. Duch znacznie przeszacowuje redakcyjną moc. Te reklamy bezgenialne zrobili równolegle do genialnych. Słówko pojawia się i wypada zależnie od formatu (co przy okazji ładnie opisuje mechanizmy rządzące kulturą pop).
    Przy okazji zazdrościmy/gratulujemy przedmiejskiej zony, bo to dobra metoda, żeby miasto główne jakoś tam jeszcze móc akceptować.

    Finałowo zaś: nalegamy na więcej wynurzeń spomiędzy gąszczu paragrafów!
    (Ale — jak już kiedyś mówiliśmy — paragrafy są jak najbardziej extra).

    OdpowiedzUsuń
  7. Nową produkcję ostentacyjnie obejdę szerokim łukiem.

    Zgadzam się - inaczej historii nie przekażemy na Zachód, choć nie wiem czy jest sens. Ludożerka nie kuma tam nic, boć świat kończy się na Łabie.

    Dużo też tam mają na sumieniu, i nie tylko wobec sojusznika, lecz też wobec mordowanego narodu żydowskiego. Stąd też dobrze przekaz przeflancować, tak by nie było pytań.

    Swego czasu na darzonej wielką estymą Arte pokazano rozładowujących transport w polskich mundurach - kitkalumnia, że generalna gubernia to taka satelita jak Rumunia czy Węgry jest miły dla ucha wielu. Stąd mój niesmak na karuzelę z owocami. Wierzę, że Roman P. złych intencji nie miał, podjął temat - rispect, lecz po tym Arcie i ułanach w Sobiborze i po Czesławie, jakoś stałem się nieufny.

    Poszczypaliśmy dziadka Wajdę, ale trzeba mu oddać to, że nie każdy ma swój Kanał. Ja osobiście lubię Pierscionek z orłem w koronie - oscyluje na granicy kiczu, jak Pianista, ale szczerze lubię.

    Redakcja musi zainstalować bot ucinający tekst powyżej limitu:) Przynajmniej na moim koncie:)

    Były filmy po 75tym - barwy ochronne, Lawa Konwickiego!

    A co do plakatu. To chyba jakaś zorganizowana akcja, nieopodal tej ściany jest wielki świński ryj. Brakuje tu tylko plakatu z podobizną współczesnego polskiego filozofa.

    W załączniku wyrazy szacunku i podzięka za tak mocną, wyczerpującą odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lepszy filozof w garści, niż prezez na dachu.
    (BTW, o wizerunku ryja mówiliśmy z okazji rozbiórki Żelaznej 65; ładnie opisuje ostatnie dzieje tego zakątka W-wy).

    Oczywiście były po 75-ym, były. Ale po długich i żmudnych badaniach wprowadzilem sobie właśnie taką cezurę. Po prostu przed ta datą większość filmów trzymała poziom, a po niej to już tylko wyjątki.
    Ponieważ rozwinięcie wątku wyjątków znowu by groziło rozjechaniem limitu znaków — przy okazji doniosę — 4 096 znaków; wtedy pada międzynarodowy achtung Goglów pt. "Twój kod HTML nie może zostać zaakceptowany: Must be at most 4,096 characters". (Niese to też również, bo może nie każdy zapuszcza się w dzikie ostępy 4 tys. znaków, a w ten sposób poszerzy sobie wiedzę o limitach wrzechświata patrzonego w goglach).


    Z refleksjami Ducha poniżej roku 1975 (Wajda, kalumnie, sumienie itd.) zgadzam się bez najmniejszego żalu i zastrzeżeń.*

    _______
    * ale ta Lawa i Konwicki to... :)

    Poza tem, redakcja oglądała wczoraj Rzeźnię.
    Najszybciej jednym tchem recenzując: to porządnie nakręcona kolorową kamerą transmisja z teatru. Autorem sztuki jest jakiś Japończyk.

    Czyli nieprawda na afiszu jest podwójna.
    Grunt, że są takie firmy dystrybycyjne jak np. Exsite.pl.

    OdpowiedzUsuń